<< inne zycie? | Home | łza >>

dziura w szybie

Uśmiechnęłam się dzis do mojego ukochanego. Zrobił dziurę w szybie. Tak dla zabawy. Patrzy przez okno co rano przy sniadaniu i chce widzeć świat. Nie zamkniety, ale pełen życia. I ta dziura w szybie ma dodać mu wiary, że na wszystko jest sposób i wszystkojest możliwe.

A gdyby tak zrobić dziurę w szybach otaczających ludzi? Bo, nie zaprzeczajmy, każdy z nas otoczył sie szkalnym kokonem. Gdy ktoś nadchodzi, rosuwam firanki, by widzieć. Gdy miły, uchylam okno, by słyszeć. Gdy sie do niego przekonam, otwieram na oscież i zapraszam. A gdyby tak każdy miał taką dziurę? Możnaby przez nią wsadzić palec i dotknąc, lub przytknąć ucho i posłuchac. Byłoby łatwiej. Dziurę na tyle małą, by nie skrzywdzić, a na tyle dużą, by pozwoliła poczuć człowieka. Realnego, od razu takim jaki jest. Taki fragment prawdy. Uniknelibyśmy wielu nieporozumień i niepotrzebnych łez.

A tak tylko mój ukochany ma monopol na realny świat przy śniadaniu w czterech ścianach kuchni.

Jest taki zabawny. Rozczula mnie jego "szaleńskość". Pamiętam jak mnie poznał. Szłam parkową ścieżką i nagle z drzewa spadła na mnie rolka ręczników kuchennych. Podniosłam ją, zdecydowana uwierzyć w ufo albo drastyczne zmiany w pogodzie. Zobaczyłam na niej literkę "Z". Rozwinęłam dalej i co? "zobacz, czuj, dotykaj, jestem". Spojrzałam w górę, a on zwisał z gałęzi głową w dół. Lniane spodnie obsunęłu mu się do połowy uda, koszula zasłaniała twarz. Widziałam więc go prawie całego. Wisiał na samych stopach i bujał się. Jak wahadło zegara. Odliczał czas do mojego zakochania się, czyli do momentu pokazania mi swoich oczu. Kuku, zawołał i spadł pod moje stopy. Pełna godzina. Jestem.

I dalej jest taki zabawny. Po tych kilku latach od pierwszego współnego śniadania. I ciagle go nie znam.




Skomentuj Wyslij TrackBack