<< lipiec 2007 | Home | wrzesień 2007 >>

łza

Mój Ukochany zobaczył łzę. Spadła ze schodów, gdy starała się mnie dogonić. Połamała ręce i nogi, które odbiły się w niej, gdy była jeszcze na policzku. Mój Ukochany wierzy, że gdy uciekam zła na cały świat, pośle za mną łzę i ona mnie zawróci. Ale kto chce wracac do łez?

Mój Ukochany widział jak pada deszcz. Zakrywa woalem twarz słońca. I rodzi się tęcza. Jego babcia mówiła, że deszcz to łzy Pana Boga. Więc stwierdził, że to deszcz przywołał tęcze.

A jego łza mnie...Nie.

dziura w szybie

Uśmiechnęłam się dzis do mojego ukochanego. Zrobił dziurę w szybie. Tak dla zabawy. Patrzy przez okno co rano przy sniadaniu i chce widzeć świat. Nie zamkniety, ale pełen życia. I ta dziura w szybie ma dodać mu wiary, że na wszystko jest sposób i wszystkojest możliwe.

A gdyby tak zrobić dziurę w szybach otaczających ludzi? Bo, nie zaprzeczajmy, każdy z nas otoczył sie szkalnym kokonem. Gdy ktoś nadchodzi, rosuwam firanki, by widzieć. Gdy miły, uchylam okno, by słyszeć. Gdy sie do niego przekonam, otwieram na oscież i zapraszam. A gdyby tak każdy miał taką dziurę? Możnaby przez nią wsadzić palec i dotknąc, lub przytknąć ucho i posłuchac. Byłoby łatwiej. Dziurę na tyle małą, by nie skrzywdzić, a na tyle dużą, by pozwoliła poczuć człowieka. Realnego, od razu takim jaki jest. Taki fragment prawdy. Uniknelibyśmy wielu nieporozumień i niepotrzebnych łez.

A tak tylko mój ukochany ma monopol na realny świat przy śniadaniu w czterech ścianach kuchni.

Jest taki zabawny. Rozczula mnie jego "szaleńskość". Pamiętam jak mnie poznał. Szłam parkową ścieżką i nagle z drzewa spadła na mnie rolka ręczników kuchennych. Podniosłam ją, zdecydowana uwierzyć w ufo albo drastyczne zmiany w pogodzie. Zobaczyłam na niej literkę "Z". Rozwinęłam dalej i co? "zobacz, czuj, dotykaj, jestem". Spojrzałam w górę, a on zwisał z gałęzi głową w dół. Lniane spodnie obsunęłu mu się do połowy uda, koszula zasłaniała twarz. Widziałam więc go prawie całego. Wisiał na samych stopach i bujał się. Jak wahadło zegara. Odliczał czas do mojego zakochania się, czyli do momentu pokazania mi swoich oczu. Kuku, zawołał i spadł pod moje stopy. Pełna godzina. Jestem.

I dalej jest taki zabawny. Po tych kilku latach od pierwszego współnego śniadania. I ciagle go nie znam.

inne zycie?

zespoleni ze sobą jak minuty dnia

skaczemy po schodach tęczy

jeżeli na jej końcu jest garniec złota

my go znajdziemy

przytuleni jak liscie do chodnika

z wiatrem uciekamy przed butami

tych zazdrosnych o każdy ułamek sekundy

w który łapiemy nasze swiatło

i puszczamy zajączki

prosto w oczy Pana Boga

gdy zdmuchnie ziemię jak swieczkę

zziębnięte trwogą echo naszego ciepła

skropli się na inne planecie

 

śniło mi się, że siedzi obok mnie. Palce ma na przemian zimny, ciepły, zimny, ciepły. Jak kocha, nie kocha.... I dotyka mnie nimi na raz. Każdy ciepły przylepia się do mojego naskórka i odrywa. zostaje nagie mieso tętniace ciepłą drżącą czerwienią zycia. Nawleka moje fragmenty na palce, jak na wykałaczki i smieje się do nich. sarkastycznie. wgryza się potem w moj brzuch. Zostawia wielka, krzyczacą dziurę tam, gdzie mam macice. dziure po niebyłym dziecku. Nie bedzie mnie więcej.

Czy przetrwac możemy tylko jako inne zycie?